Miau?
O autorze
Zakładki:
.
...
Ciekawe miejsca
Inni zaplątani w sieć
Podczytuje i podglądam
PSTRYK! ależ ja kocham ten dźwięk...
Underground
titan poker
Texas Holdem
Kategorie: Wszystkie | Hiszpania | inne fotki i fotki innych | inne... | moje fotografie, teksty i inna tfurczośc | nekrologi | quizy i ankiety | radio | refleksje przeróżne | wideła
RSS

moje fotografie, teksty i inna tfurczośc

wtorek, 05 sierpnia 2008
FAMA 2008 - Galeria
Kliknąć na zdjęciu
albo w ten link (jeśli np. zdjęcie się nie wyświetli) ==> galeria

środa, 09 kwietnia 2008

Zapraszam Wszystkich bardzo serdecznie
na wernisaż wystawy moich fotografii.

Czas: 12 kwietnia 2008 (sobota), godzina 17:00
Miejsce: Staromiejskie Centrum Kultury
         przy ulicy Wietora 13/15 w Krakowie




Wstęp wolny, obecność mile widziana.
Będzie sporo "premierowych" zdjęć (to informacja mobilizująca dla tych,
którym wydaje się, że znają już wszystkie moje fotki :)

Więcej o wystawie:
http://sckm.krakow.pl/index.php?id=107

a tu ktoś Bardzo Miły wrzucił o tym info:
http://www.mmkrakow.pl/.../Wystawa+fotografii+Tomasza+Stokowskiego :-)

czwartek, 03 stycznia 2008

A na sylwestra pobrykaliśmy sobie do Pragi...
Było...hmmmm...monumentalnie wręcz ;)
A Praga też ładna.
Tylko te pare milionów turystów mi trochę popsuło ogólne wrażenie.
Ale obiecałem sobie, że pojadę jeszcze do tego miasta. Poza sezonem.
Wtedy zwiedzę ją na wylot... I postaram się zrobić jakieś zdjęcia, bo podczas tego wyjazdu moja lustrzanka obrastała tylko kurzem. Nie było ani pogody ani nastroju do dobrych zdjęć.

Napstrykałem natomiast mutlum zdjęć cyfrakiem. Oto efekt godzinki pastwienia się nad wybranymi fotkami. Wiem, że momentami chyba przesadziłem z obróbką, ale znalazłem w najnowszym Photoshopie funkcję imitującą wysokokontrastowy filtr niebieski i sie w niej zakochałem na zabój :)



"plakacik" w pełnym formacie ==> Tu

niedziela, 23 grudnia 2007



(kartka w większym rozmiarze ==> tu)

piątek, 14 września 2007

Zmieniłem "tytuł" tego bloga.
Poprzedni (Life, the Universe and Everything), będący tytułem jednej z książek z cyklu "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa, zastąpiłem pewną bardzo "swoją" frazą ;)
A pochodzi ona z pewnego starego mojego wiersza o wdzięcznym tytule Kot:

Kot

futrogładkość
ostrozębność
łaposprężystość
pazurochwytność
oczownikliwość
mrukomiaukliwość
meblodrapliwość
kwiatogryźliwość
nocozłośliwość
dniospolegliwość

ja

kotownikliwość



Cytat z Henry'ego David'a Thoreau też chwilowo poszedł spać.


piątek, 24 sierpnia 2007

dziewczyna z drewnianym kolczykiem
po półrocznej nieobecności
wróciła na karty powieści
którą może wreszcie zdecyduję sie napisać





(fotka w nieco większym rozmiarze - tu)

piątek, 06 lipca 2007


Dopiero co wróciłem z Niemiec, a zaraz uciekam znów.
W międzyczasie też uciekam.
Się.
Do różnych rzeczy.
Alkoholu, kawy, papierosów, muzyki, wody z sokiem malinowym, kurczaka duszonego z warzywami po chińsku, wspomnień, robienia zdjęć, wywoływania zdjęć, oglądania zdjęć, obrabiania zdjęć w fotoszopie, rozmów do 5 rano na tematy przeróżne i przedziwne i niebezpieczne i bolesne i oczyszczające, gonienia się z kotem na czworakach po całym domu, chronicznego niewyspania, głupich przemyśleń i clubbingu po krakowsku.
A już w przyszły piątek emigruję w północno-zachodni kraniec Polski.
Jak wrócę stamtąd to pewnie znowu gdzieś ucieknę.
Wam.
A przynajmniej się.


Tymczasem zajrzyjcie sobie w Jej oczy i powiedzcie mi co widzicie.


give me that look by *semideus on deviantART
wtorek, 01 maja 2007

Postanowiłem przewietrzyć szuflady i wrzucić tu trochę swoich starych tekstów.
Część z nich niektórzy z was znają, ale niektóre z owych zapisków widziało/czytało/słyszało jedynie parę osób.

Teraz coś co na pewno kilka osób już zna. Krótkie quasi-opowiadanko pt. "Wykład", dedykowane wszystkim, którym nadchodząca sesja zaczęła już spędzać sen z powiek.

Wykład

Jest niewysoki. Bardzo niewysoki. Właściwie to jest całkiem niziutki. Zaledwie metr pięćdziesiąt w meloniku. Żeby być lepiej widzianym, staje na krześle, co wywołuje ciche śmiechy w ostatnich rzędach. Uśmiecha się. Pierwszoroczniacy, myśli. Jeszcze go nie znają.

Chrząka i unosi obie ręce do góry. Trzyma je tak przez chwilę ściskając w jednej długopis, niczym dyrygent przed orkiestrą. Czeka aż zapadnie cisza.

Zaczyna mówić. Nie, on nie mówi. On bawi się słowami. Zanim wypowie jakiekolwiek, formuje je dokładnie w ustach, smakuje, obraca językiem, pieści, oblizuje. Rozdrabnia zębami na sylaby a potem zlepia z powrotem w całość. Rozchyla delikatnie usta i wypuszcza gotowe słowo na wolność. On ich nie wypowiada – on je puszcza niczym kółeczka z papierosowego dymu. Okrągłe, wypieszczone, doskonałe w swym pięknie i piękne w swej doskonałości. Płyną w powietrzu dostojnie i nikt nie waży się odetchnąć, bo najlżejszy ruch powietrza zniszczyłby je, wypaczył ich kształt i znaczenie. Słuchacze by tego nie chcieli, o nie... Każdy z nich skupia całą swoją uwagę na słowach unoszących się w powietrzu. Koncentruje się na niuansach, ukrytych znaczeniach i formie. Zachwyca ich brzmieniem, kształtem, kolorem i zapachem. Gdy dane słowo nasyci już zmysły zgromadzonych w auli studentów, on formułuje kolejną myśl, równie doskonałą w swej treści i formie. Uwaga słuchaczy przenosi się na nią, lecz poprzednie słowo nie znika – ono ciągle trwa, wibruje w powietrzu, jest obecne. Łaskocze gdzieś z tyłu głowy, wgryza się w podświadomość nie dając o sobie zapomnieć. Pojawia się nowe, i jeszcze jedno, i kolejne, i jeszcze następne! Wszystkie łączą się w całość, w jedną smużkę dymu. Odsłaniają swoje znaczenie, oplatają sobą słuchaczy, dotykają, przenikają, odurzają i wsiąkają… Pozostają. Ci pierwszoroczniacy już wiedzą, że nie będą w stanie zmyć z siebie ich zapachu, nie pozbędą się ich posmaku z ust. Wznoszą się w powietrze. Słowa niosą ich pod sam sufit! I nagle…

Nagle profesor przestaje mówić. Ucina a kąciki jego ust unoszą się w lekkim uśmiechu gdy ocenia efekt swojej przemowy. Wykład skończył się. Nikt ze słuchaczy nie jest w stanie określić ile właściwie trwał. Może godzinę? Może dwie? Nie pada już żaden nowy dźwięk, lecz tamte słowa ciągle wibrują w powietrzu i gdy drzwi się otworzą, studenci wyfruną unoszeni nimi na korytarz. Wykładowca zastanawia się czy na dzień dobry nie przesadził. Powinien chyba zacząć nieco łagodniej. W końcu to ich pierwszy dzień na tej uczelni.

Już wie jak załatwić sprawę. Wypowiada jeszcze jedno słowo. Tylko jedno. To słowo jest zupełnie inne. Jest jak odgłos pękającego szkła, jak rysowanie paznokciami po tablicy. Wszystkie inne pierzchają przed nim w popłochu. Ono leci i po kolei przetrąca frunącym studentom skrzydła. Sprowadza ich na ziemię. Brutalnie.

Profesor schodzi z krzesła. Ubiera płaszcz i melonik. Wychodzi z Sali. Pogwizdując wesoło przechodzi między leżącymi tu i ówdzie zwłokami. Odprowadzają go wzrokiem. Z jednej strony pełnym podziwu, ale z drugiej… Z drugiej strony, wciąż jeszcze słyszą ten okropny dźwięk. To ostatnie słowo. Kolokwium.


sobota, 17 marca 2007
środa, 17 stycznia 2007


kupa czasu...;)
ja poprosze jeszczę troszkę
jakąś sporą troszkę
tak z szeberdziesiąt razy więcej





większy format ==> http://www.deviantart.com/deviation/46839794/

 
1 , 2 , 3 , 4